Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]


Coba – Valladolid – Dzitnup – Valladolid

niedziela, 5 III 2017


Czy są tu krokodyle? | |


Autobus skręca z głównej drogi i przystaje nad jeziorem.

– Coba – mówi kierowca.

– Coba?! – chcę się upewnić.

Według mojej mapy przystanek powinien być nieco dalej. Ok, niech mu będzie.

Brzegi jeziora porasta trzcina. Na czubkach drzew siedzą ptaki z połyskującym czarnym upierzeniem. To wilgowrony meksykańskie (Quiscalus mexicanus), gatunek popularny w Ameryce Środkowej i Północnej. Dostrzegam zarówno czarno upierzone samce, jak i nieco mniejsze, brązowe samiczki. Jedna z nich złapała właśnie konika polnego i. trzymając go w dziobie, chwali się zdobyczą.

– To tu pływają krokodyle? – pyta Cecile, nawiązując do informacji z przewodnika.

Wypatrujemy gadów w szuwarach. Słońce już nieźle przygrzewa, pewnie z wody wystają im tylko nosy. 😉 Przed nami teren ruin z budynkami, kasą i… długą kolejką. Problem bagażu rozwiązujemy zostawiając plecaki w schowku koło toalety.

– Tip later – mówię do dziadka klozetowego.

Na tablicy widzę opłatę za wstęp 229 MXD – znacznie wyższą od tej z Tulum. Trochę mnie to dziwi.

– Już wiem, o co chodzi z tą ceną. Bilety są po 70 peso – mówię – A te 229 peso to za nocne specjalne wejście pomiędzy 16:30 a 7:00 rano.

Tuż za bramką zaczynają się ruiny. Duży kompleks po prawej stronie składa się z dwóch pryzmatycznych budynków i dużej piramidy. Ozdób praktycznie nie mają, a stojąca stela jest bardzo zniszczona. Z trudem można zidentyfikować wyryte w kamieniu majańskie symbole. Światło pada z niekorzystnej strony, ciężko fotografować. Przechodzimy przez 10-metrowy tunel z charakterystycznym dla indiańskich budowli trapezowatym przekrojem. Swoją drogą... zupełnie nie wiem, po co ten korytarz. W tym właśnie miejscu?!

Droga do kolejnych ruin prowadzi przez las tropikalny. Po porannym deszczu woda paruje z ziemi i roślinności, powietrze jest wilgotne. Lekka mgiełka w zielonym tunelu jest urokliwa. Wypatrujemy zwierząt. Cecile jest pod tym względem nieoceniona. – Ptaki! – wskazuje mi co chwilę cel do obserwacji i fotografowania.

Ja idę z głową zadartą do góry.

– Tukany zwykle siedzą na czubkach drzew – stwierdzam na podstawie swoich doświadczeń z Brazylii.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej