Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]
Autobus skręca z głównej drogi i przystaje nad jeziorem.
– Coba – mówi kierowca.
– Coba?! – chcę się upewnić.
Według mojej mapy przystanek powinien być nieco dalej. Ok, niech mu będzie.
Brzegi jeziora porasta trzcina. Na czubkach drzew siedzą ptaki z połyskującym czarnym upierzeniem. To wilgowrony meksykańskie (Quiscalus mexicanus), gatunek popularny w Ameryce Środkowej i Północnej. Dostrzegam zarówno czarno upierzone samce, jak i nieco mniejsze, brązowe samiczki. Jedna z nich złapała właśnie konika polnego i. trzymając go w dziobie, chwali się zdobyczą.
– To tu pływają krokodyle? – pyta Cecile, nawiązując do informacji z przewodnika.
Wypatrujemy gadów w szuwarach. Słońce już nieźle przygrzewa, pewnie z wody wystają im tylko nosy. 😉 Przed nami teren ruin z budynkami, kasą i… długą kolejką. Problem bagażu rozwiązujemy zostawiając plecaki w schowku koło toalety.
– Tip later – mówię do dziadka klozetowego.
Na tablicy widzę opłatę za wstęp 229 MXD – znacznie wyższą od tej z Tulum. Trochę mnie to dziwi.
– Już wiem, o co chodzi z tą ceną. Bilety są po 70 peso – mówię – A te 229 peso to za nocne specjalne wejście pomiędzy 16:30 a 7:00 rano.
Tuż za bramką zaczynają się ruiny. Duży kompleks po prawej stronie składa się z dwóch pryzmatycznych budynków i dużej piramidy. Ozdób praktycznie nie mają, a stojąca stela jest bardzo zniszczona. Z trudem można zidentyfikować wyryte w kamieniu majańskie symbole. Światło pada z niekorzystnej strony, ciężko fotografować. Przechodzimy przez 10-metrowy tunel z charakterystycznym dla indiańskich budowli trapezowatym przekrojem. Swoją drogą... zupełnie nie wiem, po co ten korytarz. W tym właśnie miejscu?!
Droga do kolejnych ruin prowadzi przez las tropikalny. Po porannym deszczu woda paruje z ziemi i roślinności, powietrze jest wilgotne. Lekka mgiełka w zielonym tunelu jest urokliwa. Wypatrujemy zwierząt. Cecile jest pod tym względem nieoceniona. – Ptaki! – wskazuje mi co chwilę cel do obserwacji i fotografowania.
Ja idę z głową zadartą do góry.
– Tukany zwykle siedzą na czubkach drzew – stwierdzam na podstawie swoich doświadczeń z Brazylii.