Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]
Czy tak to miało wyglądać? | Na zocalo | |
– Przydałoby się kupić trochę bułek, tych świeżutkich – mówi rano Cecile. – Jasne. Będę za 10 minut. Ubieram się i biegnę na pobliski plac de Armas. Tylko, gdzie znajdę jakąś piekarnię? Po pięciu minutach dość chaotycznego sprawdzania sklepów trafiam na dobrze wyczuwalny zapach pieczywa. Nie mogę się mylić! Odstaję w dłuigiej kolejce, kupuję bułki i pędem wracam.
– Lepiej się dziś czujesz? – pytam przy śniadaniu. – Tak. Już dobrze jest. Mogę jeść.
Wracamy dziś do stolicy. Autobusów jest sporo, nie czekamy długo na odjazd (30 MXP). Przejazd trwa ponad godzinę. Nocleg mamy zarezerwowany na dwa dni w hotelu Principal przy ulicy Bolivar. To samo centrum, 500 metrów od Placu Konstytucji. Niestety kolejny kryzys między nami jest nieunikniony. Po transferze do hotelu, okazuje się, że zabukowany jeszcze w Polsce pokój jest mały, ciemny i jak ocenia Cecile – brudny. Że nie ma łazienki – wiedzieliśmy od początku. Zgodnie uznaliśmy, że warto mieć zarezerwowany pokój na początku (Cancun) i na koniec (Mexico City). Cóż, przy wejściu do pokoju Cecile robi obrażona minę.
– Do kiedy możemy odwołać pozostałe dni?
Szlag mnie trafia.
– Mogliśmy odwołać do wczoraj. Teraz już nie możemy – tłumaczę.
Cecile milczy.
– Przecież pytałem wczoraj, czy zmieniamy rezerwację.
– Dobrze!
Wracam do recepcji, pytam o możliwości zmiany pokoju w hostelu. Nie. "Hotel is full"
– Postawić wodę na kawę?
– Chcę stąd wyjść, wypiję kawę gdzie indziej.
Idziemy na zocalo. To tylko 6 minut stąd. Plac jest olbrzymi z gigantyczną flagą pośrodku.