Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Semej – Aktogai

środa, 20 VII 2005


Przekraczam granicę z Kazachstanem | Pociągowe obserwacje | Wciąż się denerwuję


Kazachski step

Budzi mnie ruch w wagonie – pociąg staje na stacji granicznej Lokot. Żołnierz z kontroli paszportowej wyciąga mnie z wagonu i zostawia w swojej kanciapie. Inostraniec...! Drugim takim rodzynkiem w całym pociągu jest dziewczyna z Niemiec. Czekamy z pół godziny, aż sprawdzą nas w systemie komputerowym, wszystko odbywa się w miłej atmosferze. Podobnie odprawa paszportowa po stronie kazachskiej w Auł. Ważna uwaga: od tego roku w Rosji nie są potrzebne deklaracje celne (tamożnaja deklaracija). Natomiast imigracjonnaja karta funkcjonuje zarówno na Ukrainie jak i w Rosji i w Kazachstanie.

Na odcinku drogi do Semeja (Semipałatyńska) za oknem rozciągają się stepowe, płaskie krajobrazy. Tak sobie to wyobrażałem. Dopiero przed samym miastem trochę wzgórz i wyschniętych lasów sosnowych. Handel dworcowy po kazachsku

Moi współtowarzysze podróży są różni, brakuje tu tylko biznesmenów. Są paniusie-elegantki robiące sobie dzienny i wieczorny makijaż, skubiące brwi i nakładające na twarz fluid. Są kaszaloty ledwie mieszczące się na leżankach, pomarszczeni, bezzębni staruszkowie z błyszczącą złotą jedynką i trochę nastolatków jadących zapewne po raz pierwszy tak daleko. Udział Kazachów w pociągu zwiększa się w miarę jak zbliżamy się do byłej stolicy. Dużo wśród nich rodzin z dziećmi.

Zauważyłem dziwaczną modę wśród Kazaszek: tapirowane włosy podniesione do góry, przycięte po bokach; jeśli do tego dodamy możliwości, jakie niosą ze sobą farby do włosów – efekt jest tragikomiczny...

Po wagonach tam i z powrotem kursują cinkciarze: "tengi, tengi, tengi!". Kurs euro: 150 rubli. "Nie, dziękuję". Na stacjach wciąż wołają po rosyjsku "chołodnoje piwo", "morożenoje", pielmieni, "żarienaja ryba". Po peronie przechadza się kobieta z olbrzymim wędzonym sumem. Ma ponad metr długości i kosztuje 250 rubli. Mijane osiedla kazachskie urozmaicają równinny krajobraz. Zazwyczaj to kilka murowanych, zniszczonych domów stojących na zaniedbanych, pełnych rupieci i odpadków podwórkach. Przygnębiające uczucie. Na kilku drewnianych chałupach dostrzegam grubą warstwę ziemi – zapewne prototyp współczesnej termoizolacji.

Kazachskie górki Czerwony krąg słońca powoli chowa się za horyzontem. Zapada zmrok. Gdzieś w oddali w pustym stepie pojawia się jasny punkt. Samotne domostwo? Ale oto pojawia się obłok kurzu powoli przemieszczający się wzdłuż drogi. Niewielki tu ruch...

Denerwuję się. Czym? Wszystkim! Nic na to nie poradzę. Widzę, że (w zasadzie) samotna podróż przyniesie mi tyle stresów, że albo się wykończę albo się wyleczę z ich tak silnego przeżywania. Część z nich jest bez wątpienia na wyrost; część stresów zostaje zlikwidowana dzięki zbiegom okoliczności, takiemu lub innemu rozwojowi sytuacji, w tym także moich działań.

Może wypiszę listę odczuwanych dziś zagrożeń, by później skonfrontować je z rzeczywistością. A zatem stresuję się tym, że:

* Nie zdążę z 3-dniowym tranzytem przez Kazachstan i będę miał bliżej nieokreślone nieprzyjemności. Wybrałem taką trasę, by do Ałmaty dojechać w 1.5 dnia od granicy. Wizę mam ostemplowaną 20 lipca, muszę zdążyć do 22 lipca. Cała sprawa w autobusie do Chin.

* Mój pobyt w Chinach będzie trwał 31 dni a nie 30 jak jest podane w wizie. Bilet z Zabajkalska mam w pierwszy dzień ważności powrotnej wizy rosyjskiej. Czyli 21 sierpnia opuszczam Chiny. Wjadę do Chin 22 lipca. Tylko, że lipiec ma 31 dni!

* Zabraknie mi pieniędzy. W okazało się, że niektóre ze studolarowych banknotów mają dodatkowe oznaczenia banku amerykańskiego i w banku dworcowym mi ich nie przyjęli. Nie wiem, jak będzie z nimi w Chinach.

* Nie przedostanę się do Zabajkalska rano do godziny 14:00. To byłby dramat – bilety mam kupione do Polski. Może w Manzhouli jest przejście drogowe i dostanę się do Zabajkalska autobusem?

* Rozlecą mi się sandały (jeden pękł mi już w Woroneżu po trzech dniach chodzenia).

Kazachski handel Wcześniej denerwowałem się:

* tranzytem przez Pietropawłowsk – no problem

* brakiem tamożnej nie potrzeba

* brakiem połączeń i biletów – musiałem przepłacić

Ech!


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej