Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Charków – Biełgorod

piątek, 15 VII 2005


Inostraniec kupuje bilet | Oglądam chramy w Charkowie | Gonię za pociągiem | Tatiana


Po ciemku rozłożyłem się w kupe, trochę obmyłem i ległem na śpiworze. Wreszcie dorwałem się do mojej kawy. Pociąg wlókł się niemiłosiernie, dojechałem do Charkowa dopiero o 10:20. Rano zdążyłem jeszcze wyprać przepoconą koszulkę i z pewną podejrzliwością zjadłem kanapki jeszcze z Krakowa.

Charków: cerkiew Dworzec tu równie monumentalny, jak w Kijowie, ale krótsze kolejki świadczyły o prowincjonalnym charakterze miasta. Zaliczyłem dwa nieudane podejścia do zwykłych kas: nie obsługują obcokrajowców (przynajmniej chcących kupić bilet do Rosji). Skorzystałem więc z kas międzynarodowych dla cudzoziemców w klimatyzowanym pomieszczeniu (należy wejść bez kolejki!). Bezpośredni pociąg do Biełgorodu był dopiero o 14:55 – poprzedni odjechał, gdy wjeżdżałem do Charkowa. Wówczas nie wiedziałem, że są jeszcze inne pociągi do Biełgorodu: elektriczki – takim właśnie jechała Małgorzata Maniecka, ale: 1o w głównym budynku nie było ich na rozkładzie i to mnie zmyliło, 2o w kasach podmiejskich pannica wpuszczająca na peron powiedziała, że jako inostraniec i tak musiałbym iść po bilety tam, gdzie byłem. Tak czy owak, miałem przed sobą trzy godziny oczekiwania. Zaczepiona przed dworcem panienka zbyła moje pytanie o interesujące miejsca w Charkowie propozycją wycieczki objazdowej po mieście.

Rzeczywiście, na placu stał gotowy właśnie do odjazdu przedpotopowy grat, cena zwiedzania czterech chramów – 15 hrywien – niewiele więc myśląc zdecydowałem się na wycieczkę. Charków: cerkiewPrzewodniczka była z gatunku tych nawiedzonych religijnie i od czasu do czasu pozwalała sobie na cerkiewne nauki. Co jest jak najbardziej zrozumiałe, biorąc pod uwagę ogrom pracy nad zateizowanym postradzieckim społeczeństwem. Moje wyrzuty sumienia, że uczestniczę w czymś zorganizowanym znikły, gdy zobaczyłem na jak rozległym terenie leżą te najcenniejsze cerkwie. Na tyle cenne, że kobieciny pilnujące chramów rzucały się na każdego robiącego zdjęcia wewnątrz. No, bo taki z aparatem to może potem mieć zinwentaryzowane ikony do kradzieży... Zaczęliśmy od cerkwi Trioch Swiatitieliej (Trzech Hierarchów), potem był Sobor Swiatoozierianskij, dalej biała Cerkiew Swiatopokrowskaja z błyszczącymi w słońcu złotymi kopułami. Tour zakończyliśmy przy Cerkwi Zwiastowania (Archanioła).

Muszę powiedzieć, że większość tych chramów poza Cerkwią Zwiastowania nie wyglądała zbyt atrakcyjnie na zewnątrz. Co innego w środku – wyciągnięte z jakichś NKWD-wskich magazynów ikony, pełne złoceń elementy wrót carskich, wrót diakońskich, odświeżone malunki i freski na ścianach. Było na co popatrzeć... Ale i tak zwracałem większą uwagę na nastrój i ludzi (i oczywiście trzaskałem zdjęcia bez flesza).

Pociąg do Biełgorodu wypełnił się szybko pasażerami; podczas odprawy ukraińskiej zostałem uhonorowany zaproszeniem na oddzielną ławeczkę ;-) Charków: cerkiewZieloni panowie podumali, podumali, pooglądali wszystkie wizy, wypytali o profesję (zwykle mówię, żem nauczyciel). Sytuacja z powtórzyła się z niebieskimi panami w Biełgorodzie, dokąd dotarłem po półgodzinnym postoju nie-wiadomo-po-co. W dworcowej kasie zacząłem rzucać nazwami różnych miast w Rosji, dokąd mógłbym się ewentualnie udać. W końcu pani z uśmiechem powiedziała, że pociąg do Woroneża właśnie odjeżdża, biletów nie sprzeda, bo i tak nie zdążę.

Zdążyłem. Prowadnikowi wysapałem, że nie mam biletu i bez tchu padłem na leżance. Tym razem – jak można się było spodziewać – nie zasiliłem budżetu RŻD (150 RUB). Jak to dobrze, że miałem ruble z zeszłego roku!

Po krótkiej rozmowie z sympatycznym Rosjaninem, który pokazał mi przez okno czołgi na miejscu sławnej bitwy kurskiej (trzecie "pole" Rosjan po Borodino i Kulikowym Polu) i udałem się do Tatiany – naczelnika pociągu.

– Ja w Kitaj, a u was raspisanije pojezdow. Pomagite mnie najti sojedinienie w Nowosybirsk.

– Podażditie. Da, jest priamoj pojezd w 15:40

– Spasiba. A tiepier u mienia samyj ważnyj wopros. Jest u was takaja włast' cztoby zabronirowat' etot bilet dla menia?

Wróciłem do swojego wagonu w dobrym nastroju. Pogadałem z młodym żołnierzem na przepustce i usiłowałem usnąć w parnej atmosferze płackartnego wagonu. Wkrótce się przekonałem, że ten wagon to prywatny biznes prowadnika: praktycznie nikt tu nie ma biletów, płacą 80–90% ceny biletów. W innych wagonach aż biało od pościeli – tu nikt z niej nie korzysta. Ludzie jadą po kilka przystanków i wysiadają.

Od euforii do załamania krótka droga. O 23:00 przyszła naczelnik pociągu i powiedziała, że zamówiła dla mnie kupe za 4500 rubli. Z "usługami". Innych biletów brak... A niech to! To więcej niż cała zeszłoroczna droga do Mongolii. Otkazałem bronirowku. Prowadnik pocieszał mnie później, że bilety się znajdą, ale... Pożiwiom, uwidim...


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej