Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]
W poszukiwaniu lokalnej waluty | Sympatyczny Kreol | Błoto i fumarole | | | | |
Noc była krótka, przecież położyliśmy się do snu koło 1:30. Zjadamy śniadanie i po obowiązkowej kawie (i papierosie Agnieszki) zaglądamy do gospodyni.
– Poczekajcie na dole, zaraz pojedziemy do miasta.
Musimy wymienić na początku swoje dolary na miejscową walutę – dolar wschodniokaraibski. Claudine oferuje, że zawiezie nas najpierw na lotnisko. – Tam, w terminalu, jest kantor z dobrym kursem wymiany – tłumaczy.
Lotnisko im. George’a F. L. Charlesa usytuowane jest przy plaży Vigie, około kilometra od centrum miasta. Jest niewielkie i z tego powodu, międzynarodowy ruch zaczął przejmować inny port lotniczy (Hewanorra International Airport) zbudowany na południu wyspy. Agnieszka zostaje na chwilę z naszą gospodynią, a ja z chłopakiem idę do kantoru. Tu niespodzianka – kantor jest zamknięty, muszę wybrać pieniądze z bankomatu. Dolar wschodniokaraibski (XCD) obowiązuje również w Dominice oraz w kilku innych państwach na Karaibach (Antigua i Barbuda, Grenada, Saint Kitts i Nevis oraz Saint Vincent i Grenadyny). Host nas odwozi do centrum w pobliżu Castries Central Market.
– Gdzie tu jest jakiś transport do Soufriere? – pytam czarnoskórego mieszkańca.
– Tu za rogiem stoją taksówki i busy – mówi mężczyzna i uśmiecha się szeroko.
Faktycznie. Po kilku minutach ładujemy się do częściowo już wypełnionego pojazdu. Agnieszka siada z tyłu pomiędzy dwoma młodymi mężczyznami z fryzurą afro. Za przejazd płacimy po 14 dolarów wschodniokaraibskich. Trwa około godziny.
Miasteczko leży na wybrzeżu w odległości 14 kilometrów. Droga jest kręta, często otwierają się widoki na góry lub morze. Sporo czasu zajmuje nam opuszczenie zakorkowanej stolicy. Gdy zjeżdżamy do kaprys położonego nad morzem widzimy już z oddali dwa charakterystyczne bardzo strome szpiczaste szczyty. To Pitons (Gros Piton 771 m n.p.m. oraz Petit Piton 743 m n.p.m.). Przez pewien czas przed wyjazdem rozpatrywał m wyjście na szczyt jednego z nich. w internecie są zachęty do wzięcia przewodnika, ale czytałem również relacje z samodzielnego zdobywania szczytu. Jednakże ze względu na bardzo ograniczony czas, wolimy pojechać do Sulphur Springs (ja), a potem na tutejszą plażą (Agnieszka).
Dworzec w Soufriere jest niewielki i sąsiaduje z placem targowym. Na wszelki wypadek od razu wypytuję o powrotne autobusy do stolicy. Ostatni kurs jest o 17:00.
– Chodźmy na plażę – proponuje Agnieszka.
– No, co ty. Przecież mieliśmy jechać do Źródeł Siarkowych – oponuję.
– Ale chociaż na chwilę, proszę! Zobaczę tylko, jak tam jest.
Okay, to w końcu tylko dwa kroki stąd, ustępuję.
– Przyjdziemy tutaj później – inspekcja Agnieszki wypada pozytywnie.
Ruszamy dalej. W pobliżu znajduje się neogotycki kościół katolicki z interesującym pomnikiem na placu. dialog chcemy pojechać do Opola siarkowy – Nie ma. Tylko taksówka – odpowiadają miejscowi. Na razie się tym nie przejmujemy teraz do plaży kościół A po tym myśli dobra idziemy teraz za miejscowość i będziemy łapać stopa.
– Okej. Poczekaj chwilę – mówi Agnieszka i podchodzi do lokalsa siedzącego na progu sklepu.
Ma około 40 lat, wygląda na mieszańca, Kreola. Jego skóra jest ciemna, ale nie czarna; jest zarośnięty, a jego broda posiwiała na końcach. Ma ze sobą sfatygowany plecak z płótna żeglarskiego i, jak przystało na wagabundę, jest bosy. Włosy ma zmierzwione, pokręcone, wygląda jednak bardzo sympatycznie. No i tak miło się uśmiecha. Agnieszka zaczyna z nim gadkę, mężczyzna okazuje się ludowym artystą, rzeźbi figurki w swojej wiosce, a później w Soufriere sprzedaje turystom.
– Chcecie zobaczyć? – pyta.
– Tak, chętnie oglądniemy.
Jego wyroby są, jakby to powiedzieć, jeszcze niedoskonałe, dlatego, mimo niewygórowanej ceny, nie będziemy kupować.
– Czy możemy sobie zrobić razem zdjęcie? – pyta gościa Agnieszka.
– Tak, nie ma problemu.
Robię im zdjęcia.
Agnieszka jest bardzo zadowolona. Żegnamy się z mężczyzną i idziemy na skraj miasteczka. Domy są tu drewniane i kolorowe, co oczywiście wzbudza moją sympatię i przywołuje w pamięci kolorowe domy z Meksyku.
Ciężko jest nam znaleźć dobre miejsce do łapania stopa. Droga idzie to przez las stromo pod górę myśli – Chodźmy na piechotę, może coś po drodze złapiemy. do krzyżówki z drogą odchodzącą do skrzyżowania z drogą odchodzącą na pola siarkowe jest około... kilometrów drugie z umiarkowany i ostatecznie do tego miejsca dochodzimy na piechotę. Stąd do wejścia na pola siarkowe już niedaleko, może 20 minut. Krajobrazy wokół są górskie zalesione; zwracają uwagę duże wysokości względne. Wstęp na teren Parku narodowego wynosi 12.5 XCD. Chyba że chcemy się jeszcze wykąpać w błocie – wówczas trzeba zapłacić po 18 XCD.
– Chcesz się wypaprać? – pytam Agnieszkę.
– Może innym razem, dziękuję.
Z mostu nad strumieniem ciepłym strumieniem obok mostu, na którym się znajdujemy.