Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]
Plany życiowe | Kwitnąca wyspa | Zaglądamy do katedry | W drodze do interioru
Muszę powiedzieć, że nasz gospodarz wzbudził moją sympatię. Młody, otwarty, z pomysłami na życie. Jego raczkujący biznes w postaci kilku pokojów w wynajmowanym domu być może się rozwinie. Na razie wygląda to bardzo skromnie i amatorsko. Meble robione własnoręcznie, wiata z płyt OSB przeznaczona na kuchnię... Chociaż całość może wzbudzać lekkie politowanie, to myślę, że wynika to z braku środków na inwestycję. Chociaż... Nie znam gościa, może jest z gatunku marzycieli? Przypomina mi się rastaman, właściciel knajpki na plaży, u którego nocowaliśmy w zapchlonym pokoju w Bandżulu. On też miał plany. A nawet Plany z dużej litery. Ciekawe, czy w ciągu kilku lat, które minęły od naszej podróży do Afryki Zachodniej, udało się ambitnemu Gambijczykowi zrealizować swoje zamiary.
– Musimy jak najszybciej dostać się do Funchal – mówię do Renaty. – Nie wiadomo, ile czasu zajmie nam przyjazd na miejsce noclegu.
– A dokąd właściwie jedziemy?
Ciągnie nie mogę zapamiętać nazwy miejscowości.
– Muszę sprawdzić na mapie... Hm, Curral Das Freiras. To jest jakieś 40 kilometrów od Funchal.
Żegnamy się z hostem i wychodzimy.
– Zajrzyjmy na chwilę do tego kościoła – proponuję, gdy przechodzimy przez niewielki park pełen kwiecistych rabat.
Niewielki kościół parafialny pod wezwaniem św. Salwatora (Igreja Matriz de Santa Cruz). Jest otynkowany i pomalowany na biało. Wewnątrz paru lokalsów w maseczkach. Najbardziej interesujący jest boczny ołtarz z drewnianą figurą Chrystusa obmywającego nogi jednemu z otaczających go apostołów. Sufit jest drewniany, malowany w kwiaty.
Kościółek może nie jest zbyt interesujący, ale okoliczne klomby, już tak. Pytam Portugalkę o lokalizację przystanku autobusowego do Funchal.
– Tam, powyżej, przy głównej drodze.
Ustawiamy się na przystanku wraz z grupą osób czekającą na dojazd do stolicy wyspy. Bilety do kupienia u kierowcy będą po półtora euro. Dopiero teraz mam chwilę, by przyjrzeć się maderskiej przyrodzie. Mówi się czasem, że to kwitnąca wyspa – Wyspa Wiecznej Wiosny. I chyba to prawda: wokół kwitną tekomy (Tecoma stans) na żółto, żakarandy (Jacaranda mimosifolia) na fioletowo, a na czerwono drzewa zwane afrykańskim drzewem tulipanowym (Spathodea campanulata).
W Funchal dojeżdżamy do końca trasy, czyli na dworzec autobusowy zlokalizowany w zachodniej części miasta. Tym samym popełniamy błąd – autobusy do naszej miejscowości odjeżdżają z centrum miasta.
– Będziemy musieli pofatygować się z powrotem.
– Nie szkodzi. Lubię spacerować.
– Powinniśmy kupić jakieś jedzenie. Nie wiadomo, czy tam w górach będzie otwarty jakiś większy sklep – przypominam sobie.
Spacer do centrum jest okazją do przyjrzenia się miastu. Szczególnie podoba się nam niewielki park przy Av. Arriaga (Jardim Municipal do Funchal) pełen tropikalnej i subtropikalnej roślinności: są tu drzewiaste paprocie, palmy, figowce, kwitnące datury znane bardziej jako trąby anielskie, jest kordylina, którą oglądałem w Nowej Zelandii, a wszystko kwitnie tu mnóstwo kwiatów i tak dalej. Główny trakt turystyczny Rua da Carreira białe budynki z balkonami i podcieniami, niektóre ozdobione azulejos – kafelkami z błękitnymi obrazami – podobnymi do tych, które oglądałem w Porto. Tu znajduje się jest budynek "Ritz Pizza & Pasta". Tu również kwitną żakarandy i czerwone drzewa tulipanowe.
W paru miejscach w mieście trwają przygotowania do święta kwiatów. Wprost na chodnikach tworzone są kwiatowe dywany. Małe sadzonki różnych gatunków i w kolorach są układane w geometryczne wzory. Inne kompozycje są już gotowe i rzecz jasna robią wrażenie. Mijamy pomnik João Gonçalvesa Zarco koło Banco de Portugal. Zaglądamy również do kolejnego kościoła, a właściwie miejscowej katedry – Sé Catedral do Funchal. Ten pochodzący z przełomu XV i XVI wieku kościół również ma drewnianą konstrukcję dachu zwaną alfarje, jest trójnawowy i ma szereg złoconych ołtarzy.
– Tak właśnie wyglądają kościoły hiszpańskie w Peru i Ameryce Środkowej – mówię.
We wnętrzu zauważalne są wpływy stylu Mudéjar, widać to choćby w kształcie łuku w nawie głównej (łuk w ośli grzbiet). Szczególnie interesujący jest ołtarz w absydzie z diamentowym sklepieniem pokrytym kwiatowymi wzorami i szeregiem malowideł ściennych o tematyce biblijnej oraz stelami ozdobionymi rzędem złotych postaci. Sam barokowy ołtarz z figurami Matki Boskiej i Świętego Józefa oraz opromienionym krzyżem aż kapie od złota. Zauważam, że kościoły należą do nielicznych miejsc na Maderze, gdzie nosi się jeszcze maseczki.
Zaglądamy teraz do hangaru przy głównej ulicy na nabrzeżu, gdzie zorganizowano wystawę kompozycji kwiatowych. Dominują storczyki w stu różnych odmianach i gatunkach. i testy oraz inne nieznane mi gatunki tak nie muszę tak amarylis te no jakieś tam no te ah coś tam te twarde, wielkie anturium. Nie muszę dodawać, że każda kompozycja, każdy bukiet zostaje przeze mnie obfotografowany. Jestem zachwycony.
Idziemy dalej. Następny przystanek przy nabrzeża. Tu znajduje się kilka interesujących nowoczesnych pomników. W końcu dworzec. Zasięgam języka u lokalsów.
– Autobus do Freiras macie za 20 minut z drugiego stanowiska.
Wyjazd z miasta trwa dosyć długo, przedmieścia są rozległe. Krajobrazy już od początku są bardzo interesujące. Wyspa, jak wiadomo, jest górzysta i to czuje się cały czas. Przejeżdżamy przez kolejne wioski, a przed nami co rusz otwierają się widoki na doliny z położonymi w dole lub na zboczach osiedlami domów przykrytych dachami z czerwonej dachówki. Góry nie są wysokie, ale są tu duże wysokości względne. Zbocza są często skaliste, pozbawione prawie roślinności, a poszarpane grzbiety nadają im atrakcyjny wygląd.
– Nie mogę się doczekać, kiedy będziemy mogli pochodzić po tych górach – mówię.
Po godzinie dojeżdżamy do naszej miejscowości.