Dzień: [1] [2] [3-4]


Chania – Chorafakia – Monastère De Gouverneto – Katholiko Beach – Wrocław – Kraków

poniedziałek-wtorek, 2-3 IV 2018


Ach, te psy! | | | Lubię swoje trampingi!


Nie był to najlepszy nocleg na wyjeździe. Wydawało mi się, że wchodząc w las, a potem oddalając się od ścieżki o 20 metrów, znajdę miejsce, w którym nikt i nic nie zakłóci mi spokoju. Zwykle na wyjazdach, gdy śpię na dziko, biorąc namiot czy zamierzam spać na alumacie, staram się znaleźć miejsce ustronne – takie, w którym nie spodziewam się obecności ludzi ani zwierząt. Mam oczywiście na myśli większe zwierzęta, a nie jakieś robaczki. Tu, na Krecie, nie spodziewałem się, że ktoś będzie chodzić po lesie z psem o 23:00. I to prawdopodobnie z psem myśliwskim spuszczonym ze smyczy. Psy generalnie są problemem na wyjazdach. Pamiętam swoje przygody z owczarkami strzegącymi stada owiec w Rumunii, przed którymi salwowałem się ucieczką i stado bezpańskich psów, które osaczyły mnie na w ciemnościach na drodze na Cyprze.

Jest godzina 6:00 rano, słońce jeszcze za horyzontem, ale już chmury zaróżowiły się nad wyspą. Poranek jest chłodny, ale myślę, że dzień będzie słonecznie. W oddali widać pasmo górskie z płatami śniegu na podszczytowych poletkach i żlebach.

Plan na dzisiaj jest następujący: dotrzeć do Chanii, przejechać na półwysep Akrotiri, odwiedzić kilka kościółków prawosławnych, jeśli się da – przejść doliną Katholiko, sprawdzić jak wygląda jej koniec i dotrzeć na czas na lotnisko.

Składam alumatę i schodzę na główną drogę. Stąd do centrum miasta mam 2,5 kilometra. Po drodze wstępuję do współczesnego kościoła pw. Św. Piotra i Pawła. O 6:30 jestem tu jedyną osobą.

[opis dnia]

O godzinie 21:50 odlatuję do Wrocławia. Po północy jestem na znajomym lotnisku Wrocław-Strachowice. Nocnym autobusem podjeżdżam na dworzec autobusowy. Jeszcze dwa tygodnie temu denerwowałem się, czy zdążę na autobus do Krakowa o 2:00 w nocy. Na parę dni przed wyjazdem dostałem info z e-podróżnika, że kurs zielonogórskiego przewoźnika jest odwołany. Pieniądze mi oddano, kupiłem bilety na Neobusa, który odjeżdża dopiero przed 4:00. Czeka mnie więc długie oczekiwanie w pustym holu dworca autobusowego. Około 2:00 patrol ochroniarzy próbuję mnie wylegitymować, ale tak łatwo im ze mną nie pójdzie. Pokazuję im bilet, to powinno wystarczyć. Rzucają się, straszą wezwaniem policji. „Proszę bardzo”, mówię. No cóż, prymitywni ludzie, którzy nie znają przepisów. O 3:50 z ulgą wsiadam do Neobusa, z dworca w Krakowie bezpośrednio udaję się do pracy. Tyle mojej Krety.

Wyjazd na tę największą grecką wyspę uznaję za całkiem udany. Zwiedziłem dwa największe miasta na Krecie (Chanię i Heraklion), także kilka mniejszych miejscowości. Byłem w Knossos i na półwyspie Akrotiri. Nie udało mi się dotrzeć do wąwozu Samaria, ale przecież o tej porze roku jest jeszcze zamknięty. Widziałem również ruiny w Apterze i Palaiokastro. Szczególnie jestem usatysfakcjonowany z dotarcia do ruin Pałacu w Knossos, dla którego wspaniałym uzupełnieniem była kolekcja artefaktów w muzeum w Heraklionie. Przyjemne wspomnienia mam również z trekkingu do doliny na półwyspie Akrotiri.

Oczywiście nie da się wszystkiego zobaczyć w krótkim czasie. Żałuję, że nie było możliwości pochodzenia po wspaniałych kreteńskich górach, które się wznoszą na 2500 metrów i odwiedzenia południowych i wschodnich regionów wyspy. Wielokrotnie jednak powtarzam, że nie da się rozciągnąć urlopu w nieskończoność, przecież i tak wykorzystuję go do granic możliwości. A jak się da, to i weekendy przeznaczam na wyjazdy. Być może kiedyś, na emeryturze (jeśli dożyję), będę miał czas i ochotę na bardziej spokojne, relaksujące wycieczki po w regionach, które już poznałem. Na razie sposób, w jaki podróżuję – te moje trampingi i krótsze wypady – sprawia mi wielką przyjemność i satysfakcję.


Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej