Cecile zachwyca się parkiem | Rzymskie pamiątki | Jedziemy do Awinion | Francuzi tańczą | Wieczór |
Na najbliższe 2 dni mamy zarezerwowany nocleg w Awinion. Ale dziś po drodze chcielibyśmy zwiedzić Nimes. Początkowo rozpatrywaliśmy przejazd TGV do Awinionu, bilety były nawet w akceptowalnej cenie, ale skoro chcemy zrobić przystanek w Nimes – pojedziemy autobusem.
Przed 7:00 jesteśmy już na dworcu autobusowym przy Saint Charles. Nasz zielony FlixBus relacji Marsylia-Barcelona odjeżdża punktualnie. Półtorej godziny później jesteśmy już na miejscu. Z parkingu Relais Parnasse kierujemy się do centrum.
– Chodzimy do parku – mówię do Cecile – czytałam, że mają tu bardzo ciekawy park,
[opis parku].
Najbardziej interesująca jest miniaturowy kanał o szerokości 1,40 m z płynącą powoli wodą oraz fontanna. Oglądamy teraz do kościoła [opis] obok znajduje się budynek sądu miejskiego – Cour d'appel de Nîmes z heksastylowym portykiem i bogato rzeźbionym tympanonem.
W końcu czas na danie główne, czyli Arènes de Nîmes – pochodzący z czasów rzymskich, ale dobrze zachowany amfiteatr. To kolejna starożytna pamiątka tego typu, którą spotykam podczas swoich podróży. Oglądałem amfiteatry w Dżerasz (Jordania) i Palmirze (Syria), w Cezarei (Izrael), El Jem (Tunezja), w Rzymie, Pompejach, i Weronie (Włochy), w Atenach, Epidauros i Delfach (Grecja) i wielu innych, których nie pamiętam*/. I chociaż nie sprawiają już one na mnie takiego wrażenie, jak podczas pierwszego spaceru po Koloseum, to przecież zawsze jestem pełen podziwu dla tych greckich czy rzymskich budowli. Przede wszystkim wrażenie sprawia ogrom tych obiektów wyrażany liczbą widzów, którzy mogli oglądać tragedie Sofoklesa, czy też kibicować zmaganiom gladiatorów na rzymskich arenach. Amfiteatr, przed którym stoimy, mógł pomieścić 21 tysięcy osób. Przez trzysta lat rzymscy patrycjusze i zwykli mieszkańcy miasta zasiadali tu na kamiennych ławach. Obchodzimy wkoło budowlę z dwoma rzędami arkad z pilastrami zwieńczonymi kapitelami w porządku toskańskim.
Robimy sobie jeszcze zdjęcia pamiątkowe przy pomniku torreadora i, uciekając przed siąpiącym deszczem, chowamy się pod dachem Maison Carrée – rzymskiej świątyni poświęconej poświęcona Gajuszowi Cezarowi i Lucjuszowi Juliuszowi Cezarowi. Notabene, ta nieźle trzymająca się budowla stała się inspiracją dla architektów wznoszących między innymi kościół św. Marii Magdaleny w Paryżu (La Madeleine).
Deszcz przestał padać. Pozostaje nam jeszcze spacer przez centrum wzdłuż kanałów. Cecile jest bardzo zadowolona z tych jesiennych widoków. Kompleks parkowo-pałacowy z mnóstwem rzeźb, schodków, balustrad i... gołębi.
Musieliśmy wyjść na niewysokie wzgórze. Nagrodą jest rozciągająca się stąd panorama miasta. Oczka wodne i strugi oraz miniaturowe wodospady są bardzo atrakcyjne. Pływają tu nawet kolorowe karpie brokatowe (Nishiki-goi).
Koło 15:00 wsiadamy do autobusu i jedziemy do Awinion. Autobus kosztuje jedynie 1.60 euro od osoby. Meldujemy się w hotelu Ibis Budget Avignon Center przy Boulevard Saint Dominique. Cecile podjęła dobrą decyzję bukując ten hotel (27 euro za noc). Pokój jest trzyosobowy z dużym małżeńskim łóżkiem i dostawką na pięterku. Jest własna łazienka i telewizor. Dla mnie najważniejsze jest gniazdko z prądem, do którego się rzucam zaraz po wejściu. Robię sobie kawę i zupkę chińską.
Jest 16:00, idziemy na spacer po mieście. W centrum ustawiono karuzele, od widoku których tak bardzo się odzwyczaiłem w Polsce. Obok znajduje się budynek teatru [opis], ale my idziemy przede wszystkim w stronę zamku papieskiego z widoczną z daleka złotą figurą Matki Boskiej na szczycie wieży.
Jest około 18:00, sierp księżyca pojawił się na bezchmurnym nieboskłonie. Ustawiam się tak, by dłonie figury „złapały” sierp księżyca.
Powoli zapada zmierzch. Główne obiekty w mieście są podświetlone żółtym sodowym światłem. Sławny most, a raczej to, co z niego zostało, miejskie mury i fort po drugiej stronie rzeki, a także pałac papieski toną w żółtej poświacie. Jest miło i nastrojowo. Cieszę się, że tu przyjechaliśmy.
Zapewne też było miło i nastrojowo, gdy sto czy dwieście lat temu odbywały się tu tańce, a panowie i panie w pięknych strojach pląsali przy muzyce.
Sur le pont d’Avignon
L'on y danse, l'on y danse
Sur le pont d’Avignon
L'on y danse tous en rond**/
Powoli wracamy do hotelu. Miasto nieco się wyludniło, choć na ulicach spotykamy wciąż licznych przechodniów. Robią spóźnione zakupy lub siedzą w kawiarniach i restauracjach przy kieliszku wina lub kolacji.
[cd. zwiedzania]
– Musimy kupić pieczywo na kolację
Wstępujemy do Carrefoura. Biorę bagietkę.
– Kupię może wino.
– Jak chcesz.
Sądząc po minie, Cecile nie za bardzo ma ochotę.
– No, ale być we Francji i nie napić się wina?
– Kup. Trochę spróbuję.
_________________________________________________
*/ Podczas późniejszych wyjazdów zobaczyłem amfiteatry w Efezie (Turcja), Puli (Chorwacja).
**/ Tańczyli zapewne na wysepce dostępnej z mostu. Francuska piosenka doczekała się polskiej wersji. Wiersza Krzysztofa Baczyńskiego znany jest najbardziej z piosenki „Na moście w Avignon” w wykonaniu Ewy Demarczyk: Zielone staroświeckie granie
Jak anemiczne pączki ciszy […]
Tańczą liściaste suknie panien na moście w Avignon […]
W lasach zielonych białe łanie
Uchodzą w coraz cichszy taniec
Tańczą panowie tańczą panie na moście w Avignon