Dzień: [1] [2] [3] [4]


Lourdes – Tarbes – Tuluza

piątek, 20 X 2017


Tarbes | | Tuluza | | Chce mi się spać


[Przejazd do Tarbes i zwiedzanie miasta]

[Przejazd do Tuluzy i zwiedzanie miasta]

W barze Pol spędzam cierpliwie 3 godziny, obserwując miejscowych. Większość to Francuzi o śniadej cerze. Dwóch chłopaków okupuje to miejsce przez cały czas. Jeden z nich, jest wyraźnie zezłoszczony na kogoś, co wyraża krzykiem w rozmowie telefonicznej. Może nierzetelny klient lub wspólnik w interesie. Są też trzy panienki i chłopak; oglądają coś w komórkach, pokazują sobie zdjęcia i rechoczą cały czas. Czekają na kolejną dziewczynę, ta na powitanie całuje się z każdą. Ach, te Francuzki!

Czekam na sms-a od kierowcy BlaBlaCara. Ruch na ulicy nie zmniejsza się, choć już dochodzi północ. Zmęczony jestem. Ratuję się kawą. W Krakowie poszedłbym spać, a tu przecież szykuje się bezsenna noc. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, czeka mnie trzygodzinna jazda do Andory la Vella. Potem będzie trzeba przekimać gdzieś w krzakach. Jeśli nie będzie transportu, będę musiał przeczekać do rana na dworcu i raczej odpuszczę Andorę. Trzeci nocleg wypadnie tak czy owak w Tuluzie: albo w krzakach, albo na lotnisku przekimam do 4:00 nad ranem. W sumie trzy noce bez łóżka. Bywało nieraz gorzej – we Włoszech miesiąc spędziłem na karimacie, co prawda, w dużej grupie, ale nie było nigdy warunków do spokojnego snu. Podobnie stresująca ze względu na brak noclegów była sześciodniowa podróż do Iranu. Wielodniowe nocne przejazdy pociągami lub w autobusach podczas solowych trampingów wiążą się z tym, że trzeba cały czas się pilnować, także w nocy.

Po dwunastej dostaję wiadomość. Facet przeprasza za spóźnienie, będzie za kwadrans. Chodzę po parkingu, szukam go. W końcu jest. Jeszcze raz przeprasza, narzeka na drogę z Paryża. – Ok, najważniejsze, że pojadę dalej – kwituję.

Czeka nas trzygodzinna nocna jazda.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej