Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]


Kraków – Zakopane – Zdiar

niedziela, 26 VI 2011


A może by tak Słowacja? | Nocleg w Zdiarze


Dziś zaczyna się mój kolejny wyjazd trampingowo-trekkingowy. Jadę na Słowację z Sergiuszem. Zamierzamy pochodzić po górach i zobaczyć parę ciekawych miejsc. Trochę to śmiesznie zabrzmi, ale tak naprawdę to nigdy nie byłem u naszych sąsiadów. Oczywiście, przejeżdżałem przez Słowację kilka razy w drodze na Bliski Wschód, do Iranu, czy na południe Europy, byłem też dwukrotnie w Czerwonym Klasztorze u podnóża Pienin. Zawsze wydawało mi się, że można ten mały kraj zostawić na później, że nie ucieknie. Że ważniejsze są inne regiony świata. Tymczasem nastała Unia Europejska, Słowacy wprowadzili euro do obrotu, kraj się unowocześnił, zeuropeizował. I w ten sposób przegapiłem swojską, tanią Słowację.

Planując tegoroczny wyjazd z synem rozważałem region świętokrzyski, bagna biebrzańskie i właśnie góry po słowackiej stronie. Sergiusz wybrał Tatry Wysokie, ja dołożyłem kilka innych celów. W niedzielę spakowaliśmy się (syn jak zwykle wziął zbyt dużo ciuchów) i po dwóch godzinach jazdy byliśmy w Zakopanem.

Jest 16:30, zaczynamy nasz tramping. Szybkie, uzupełniające zakupy w Tesco i wsiadamy do busa, by dojechać na Łysą Polanę. Granicę musimy przekroczyć z buta, gdyż Strama, przewoźnik obsługujący trasę Zakopane-Poprad i Zakopane-Liptowski Mikulasz, dziś o tej porze już nie jeździ. Bus jest zupełnie pusty – oprócz nas jedzie tylko starszy turysta w Wielkiej Brytanii. On akurat o nocleg się nie martwi – ma namiot, zmierza na kemping do Tatrzańskiej Łomnicy. My musimy poszukać sobie jakiegoś miejsca. I tu zaczynają się problemy: najbliższy autobus z granicy w kierunku Starego Smokowca ma być po 20:00, nie chcemy tak późno szukać kwatery. Wsiadamy do przypadkowego busa i podjeżdżamy stopem kilka kilometrów do Zdiaru. Kierowca zachęca nas do skorzystania ze swojego pensjonatu, ale my liczymy na dalszą podróż autostopem.

Nic z tego. Ani Słowacy, ani Polacy nie są chętni do zabrania nas swymi samochodami. Idziemy jeszcze ze dwa kilometry do centrum wsi, tu znajdujemy zastałkę z niezniszczonym rozkładem jazdy. Potwierdza się, że najbliższy autobus jest po 20:00. Nocować będziemy po sąsiedzku – miła trzydziestolatka zgadza się na 15 euro za dwuosobowy pokój z łazienką, TV i dostępem do kuchni. Ale spać będziemy we własnych śpiworach. Robimy sobie zupki i jemy kolację.

No, dobrze. Pierwszy dzień mamy za sobą. Nie udało się dojechać do Starego Smokowca, ale widzę, że wyszukanie w miarę tanich kwater nie będzie tu problemem.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej