Dzień: [1] [2] [3-4]


Kraków – Dortmund

piątek, 25 XI 2016


Niepowtarzalna okazja | Z bombą na kolanach | Nocne zwiedzanie


– O, kurczę! – wymknęło mi się, gdy zobaczyłem na Skyscannerze loty z Weeze do Timiszoary za 13 złotych.

Owszem, na Fly4free nieraz słyszałem wspomnienia osób, które poleciały gdzieś za złotówkę, ale jakoś wcześniej nie trafiałem na podobne, rewelacyjne ceny. A tu masz! 13 złociszy, czyli 3 euro… W Weeze nie byłem, w Timiszoarze nie byłem, to dlaczego by nie polecieć??

Po chwili przyszła mi jednak refleksja: jak ja się dostanę do Weeze i jak wrócę z Timiszoary? To drugie wydało mi się prostsze: znalazłem lot do... Berlina za 22 złote. Powrót z Berlina to już bułka z masłem – pojadę nocnym FlixBusem do Krakowa. Niestety na lotnisko w Weeze samoloty z Polski nie latają. Przeanalizowałem pobliskie lotniska w Niemczech i ceny lotów z Krakowa i wyszło na to, że muszę kupić bilet do Dortmundu (58 PLN). Kwestię, jak dojechać z Dortmundu do Weeze zostawiłem sobie na później i, niewiele dalej myśląc, kupiłem bilety Kraków – Dortmund, Weeze – Timiszoara i Timiszoara – Berlin.

Mój entuzjazm z powodu niskich cen trzech biletów samolotowych niestety wkrótce opadł po zapoznaniu się z cenami noclegów w Niemczech. Ale od czegoś są nocne autobusy? I namiot! Kupiłem więc bilet na FlixBusa z Dortmundu do Bremy, w której nigdy nie byłem oraz bilet powrotny z Bremy do Duisburga. W tym momencie zarys weekendowego wypadu był mniej więcej ustalony. Bilety mam więc kupione, obeszło się bez brania urlopu, wszystko wygląda cacy.

– Naprawdę chcesz jechać z namiotem? – usłyszałem od Joli – przecież grudzień za pasem...

– Nie będzie tak źle, wezmę śpiwór puchowy, jakoś sobie poradzę…

No, wiem, czasem sobie sam komplikuję życie. Mogłem po prostu nie kupować tego biletu za 13 złotych do Rumunii, uniknąłbym tego kombinowania z przejazdami, noclegami i nie wiadomo jeszcze z czym. Z drugiej strony ten krótki wypad będzie okazją do poznania trzech miast, w których wcześniej nie byłem. Czy nie jest to wystarczający powód? Prawda jest również taka, że polubiłem latanie, a przygodę lubię „od zawsze”. Mam nadzieję, że ten wyjazd będzie udany.

W piątek urywam się nieco wcześniej z pracy i podjeżdżam na Balice. Jestem bez obiadu, zdążyłem wziąć ze sobą tylko mega-paczkę chipsów. Samolot mam o 17:25, w plecaku namiot, mata samopompująca, śpiwór i żarcie na cały wyjazd. Większość ciuchów zakładam na siebie, po kieszeniach upycham drobiazgi. Startujemy już po zmroku, a wylądujemy za niecałe dwie godziny. W samolocie z drzemki wyrywa mnie jakiś komunikat. W tym momencie uświadamiam sobie, że na kolanach trzymam bombę. To chipsy, które w szczelnym, aluminiowym worku po prostu „spuchły" wskutek obniżonego ciśnienia w kabinie. Opakowanie jest nadęte do granic wytrzymałości materiału i boję się, że za chwileczkę rozleci się rozsypując chipsy po całym samolocie. Na szczęście wkrótce podchodzimy do lądowania, torba flaczeje, odbywa się bez widowiska.

Lotnisko w Dortmundzie oddalone jest od centrum o 13 kilometrów. Ponieważ FlixBus do Bremy jest dopiero o godzinie 3:05 w nocy, to mam bardzo dużo czasu. Pierwotnie zakładałem nocny spacer do centrum po wcześniej upatrzonej trasie. Ostatecznie podjeżdżam autobusem (2,6 EUR).


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej