Jura Krakowsko-Częstochowska i Beskid Śląski '1987

500 km – 6 dni

Niby tak blisko od domu, niby znałem te tereny z wycieczek szkolnych, ale nie potrafiłem sobie odmówić wycieczki po Jurze. Aby nie wracać tą samą drogą – zahaczyłem o... Bielsko-Białą. To była moja ostatnia wycieczka rowerowa. W pół roku później skradziono mi stojący na klatce schodowej rower (przypięty linką). Rozwiązało to problem, gdzie jechać na wakacje :( Szczerze mówiąc miałem ambiwalentne odczucia związane z moimi wyjazdami: z jednej strony świetna sprawa – przygoda, poznawanie kraju; z drugiej – samotność. Czułem jakiś przymus jeżdżenia na te wycieczki i takie nieoczekiwane rozwiązanie ostatecznie przyniosło mi ulgę. Uznałem, że ten etap mojego życia jest zakończony. I rozpocząłem kolejny – wycieczki zagraniczne.

Komentarze dopisano kursywą

Olsztyn

15 IX 1987 g. 15:00

Silny wiatr z przodu, ja bez kondycji, rower się psuje... Brakuje tylko tego, by pogoda się popsuła. Ale nie. Białe obłoczki nie wyglądają zbyt poważnie. Rower – niech sobie skrzypi, próbowałem naprawić, ale nie pomogło. Na razie nie odczuwam samotności, wiem, że w Krakowie jest ktoś, kto czeka i tylko zmęczenie daje się we znaki. Często pod górę prowadzę rower, dużo piaszczystych dróg. Mam duże spóźnienie, nie przejmuję się tym zbytnio. W Olkuszu dostałem za mało fasolki po bretońsku, wyjaśniłem grzecznie, kierowniczka podziękowała za rezygnację z wpisu do książki skarg i wniosków. Rabsztyn – to przedsmak tego co mnie czeka: ruiny, ruiny, ruiny. Te w Rabsztynie zupełnie fajne. Piotr

Podzamcze (Ogrodzieniec)

15 IX 1987 g. 20:00

Dotarłem. Ostatni etap to 4 km po piasku. Uff... Przed schroniskiem wyczekałem się na kierowniczkę 1.5 h – niesympatyczne. Ma męża, więc się nią nie przejmuje(?). Ogrodzieniec – ach, chodzić po tych ruinach: dziedzińce, schodki, komnaty, studnie, korytarze. Najpiękniejszy z zamków – po Krzyżtoporze (Ujazd). Dobrze, że przypomniałem sobie, by ustawić przesłony i czułość w aparacie – może będę miał jakieś pamiątki. Piotr

Bobolice i Mirów

16 IX 1987 g. 15:00

Przeciwny wiatr już nie robi na mnie takiego deprymującego wrażenia. Wstałem skoro świt i ruszyłem o 8:00. Pierwsze ruiny na dziś to Morsko, zresztą zaanektowane przez zakład pracy. Później zaczęła się typowa droga, czyli jazda po piasku. Gdy już zaczęły się pętać myśli o zabłądzeniu, ukazało się Podlesie. Kilka zdjęć z kozami, rzut oka na Górę Zborów i pędzę dalej. Mirów i Bobolice – 2 fajne zamki. Tylko te drogi! Jeszcze ruiny w Ostrężniku z jakąś jaskinią i Dolina Wiernicy. Nieco wcześniej rozmyślając skręciłem nie tam gdzie trzeba i wylądowałem w Żarkach.

Częstochowa

16 IX 1987 g. 21:00

W Żarkach zachciało mi się obiadu. Zamówiłem rumsztyk i... uciekłem. Zjadłem gdzie indziej. W Olsztynie – znów ruiny, i wcale mi się to nie nudzi. Zdobyłem szczyt skały – chłopcy zrobili mi zdjęcie. Wygłodzony pożarłem w 10 sekund 20 dag ....? Wreszcie Częstochowa. Facet, który wpuszcza do schroniska to jakiś idiota. Żąda 30 zł za rower i 120 za nocleg. Jasna Góra robi wrażenie. Ludzie, zabytki, nastrój. Nie udało mi się zadzwonić do Krakowa, za to skutecznie pobłądziłem. Jutro ruszam do Chorzowa.

Tychy

17 IX 1987

Dotarłem do Chorzowa bez większych problemów – nic ciekawego po drodze. Uciąłem tylko kilka kawałków kory brzozowej. W Chorzowie wyczekałem się na ciocię i wujka. Po południu wybrałem się do pp. Czajorów. Agata w stanie błogosławionym... Zaprosiłem ich do Krakowa.

18 IX 1987

Wyspałem się! Całe niebo zachmurzone, zanosi się na deszcz. Kilka kilometrów jazdy i pęka linka od hamulca. 3 godziny pracy i nic z tego. Przed Tychami solidniej naprawiłem – trzyma się.

Pszczyna

18 IX 1987

Pogoda – przejaśnia się. W Pszczynie muzeum zamknęli mi przed nosem. Podobno piękne. Rekompensatą było kilka zdjęć z widokiem zamku, lwem i mną. Pomagała mi w tym dzielnie urocza dziewczyna. Dojazd do Bielska, wyczerpujące poszukiwanie sklepu rowerowego i wreszcie schronisko. Śpiwór pościelowy? No, mam... Śpię z dwójką chłopaków. Jeden (22) III rok AM Sosnowiec – biedni jego przyszli pacjenci, drugi (24) meteorolog po ogrodnictwie, b. dużo podróżuje, zna Polskę.

Skoczów

19 IX 1987

Ruszam na pętlę, zdecydowałem się na jazdę aż do Korbielowa. Po drodze do Korbielowa obejrzałem nieciekawy dwór w Jaworze (dostałem gruszki od chłopaków) oraz równie interesujący zameczek w Grodźcu. Rynek w Skoczowie jakich wiele. Do końca dnia niewiele ciekawych zabytków, ale w końcu teraz jeżdżę po górach i mam podziwiać krajobrazy. Ruin miałem już pełno, zresztą te wszystkie zabytki już mi się mylą.

Wisła

19 IX 1987

Jadę wygodną drogą w górę i w górę doliny Wisły. I to ma być Wisła?! Po drodze kościół w Ustroniu, wystawa krajobrazów u źródeł Wisły. W Wiśle wstąpiłem do Muzeum Beskidzkiego – sprzęt góralski, piękne ozdoby ze srebra i pani, która nie chciała pieniędzy za wstęp. Później męcząca droga na Przełęcz Korbielowską, szaleńczy zjazd do doliny Olzy i ponowna wspinaczka do Koniakowa.

Żywiec

19 IX 1987

Cudowne krajobrazy! Jadę w dół z przełęczy, niżej ciągną się wioski. Panorama Beskidu. Żywiec to poszukiwanie baru mlecznego. Jeszcze obronny dwór w Łodygowicach, finisz w B-B i jestem w schronisku (zresztą bez obiadu). Znów rozmowa z chłopakami z Elbląga, rozmowy o meteorologii i muzyce.

Andrychów

20 IX 1987

Te ślady na kartce to ostatni akcent mej podróży. Ale po kolei. Wyjazd z B-B przeciągnął się do 9:00 (chyba mogę się wyspać w niedzielę?!). Wiatr w plecy pchał mnie w kierunku domu – przez Kęty, Andrychów i Zator. Mogłem dzisiaj jeszcze jechać (i zanocować) do Lanckorony, ale I – rower, II – ja, III – Sylwia, IV – pogoda. Zrekompensowałem sobie Kalwarię nadprogramowymi ruinami w Lipowcu. W Krakowie – oberwanie chmury i długi lot nad Błoniami zakończony w błotnistej kałuży. Szkoda, że nie zrobiłem sobie zdjęcia. Piotr

Spis wycieczek rowerowych       Powrót do Strony głównej